r e k l a m a

Arek potrzebuje naszej pomocy!
Tata i mąż walczy o życie! "Guz mózgu wydał wyrok - ja mówię mu NIE!"

fot
 fot

Jestem tatą dwójki małych dzieci, mężem cudownej żony. Jestem chory na nowotwór, który zaatakował mój mózg. To glejak IV stopnia… Wyrok? Ja się nie poddam, nigdy. Chcę patrzeć, jak moje dzieci dorastają, być wsparciem dla żony. Nie pozwolę temu potworowi zabrać mnie z tego świata, nie tak szybko… Wkrótce rozpoczynam terapię w Niemczech. Jeśli tylko uda mi się zebrać pieniądze. Dziś proszę Cię o pomoc, wierząc, że przeżyję i będę mógł nieść dobro, które otrzymałem, dalej w świat…

LINK DO WSPARCIA https://www.siepomaga.pl/zycie-arka

Dopiero co skończyłem 40 lat… Dwuletni Tymek i sześcioletnia Elizka to dla mnie i mojej żony Michaliny cały świat. To właśnie moja rodzina sprawia, że nawet przez myśl mi nie przeszło się poddać. Moje dzieci są jeszcze takie małe, jeszcze długo będą potrzebowały obojga rodziców. Kocham życie i ludzi, których mam obok siebie. Do tej pory nic nie mąciło naszego spokoju, snuliśmy plany na wspólną, szczęśliwą przyszłość. A wtedy przyszedł rak.

We wrześniu tego roku jeszcze nic nie wskazywało na to, że w mojej głowie czai się coś, co zmieni wszystko. Pojawiające się bóle głowy początkowo ignorowałem. Gdy zaczęły przybierać na sile, poszedłem do lekarza. Opis rezonansu był zrozumiały i przerażający - ogromny, sześciocentymetrowy guz mózgu!

To diagnoza, która sprawiła, że śmierć zajrzała mi prosto w oczy. Poczułem jej chłód i strach, który ze sobą niesie. Nie ugiąłem się jednak. Powiedziałem jej stanowcze NIE! To jeszcze nie teraz, jeszcze nie czas!

Dwa tygodnie później leżałem już na Oddziale Neurochirurgii w Puszczykowie, gdzie przeszedłem operację, która z powodzeniem pozwoliła w całości usunąć guz. Pozostawało tylko czekać na wynik badania histopatologicznego. Dostaliśmy chwilę oddechu, operacja, choć na otwartym mózgu, przebiegła bez powikłań. Wierzyliśmy, że guz okaże się niegroźnym epizodem. Niestety, nasza nadzieja nie trwała długo...

Z początkiem października otrzymałem tragiczną wiadomość. Badanie wykazało, że usunięty guz to glejak wielopostaciowy IV stopnia. Najbardziej złośliwa forma nowotworu mózgu. Statystyki podają, że pomimo podjętego standardowego leczenia, średnia długość życia chorych z tym rozpoznaniem wynosi od 9 do 12 miesięcy. Glejak jest niebezpieczny i śmiertelny, nawraca i rozprzestrzenia się w wyjątkowo szybkim tempie. Przeżyłem szok, było niedowierzanie i chwilowe załamanie.

Gdyby nie siła spokoju mojej żony, jej racjonalne podejście i niezwykła życiowa mądrość, nie poradziłbym sobie. To dzięki jej wsparciu przypomniałem sobie, że JESZCZE JESTEM! Mam dla kogo walczyć i dla kogo żyć. Jeszcze mocniej poczułem, że moje dzieci potrzebują ojca, a ukochana żona męża. Czeka nas przecież jeszcze szczęśliwe życie, jakkolwiek długie ono nie będzie.

Tu rozpoczyna się moja świadoma walka o każdy dzień. Z pomocą wielu życzliwych nam osób, specjalistów, udało mi się trafić do Kliniki w Kolonii, gdzie po zakończeniu standardowego leczenia (chemioterapii i radioterapii), będę mógł rozpocząć specjalnie dobrane do mnie formy immunoterapii, które dadzą mi szansę na życie. 

Na leczenie składają się m.in. szczepionki z komórek dendrytycznych, szczepionki z wirusów onkolitycznych, podawanie celowanych przeciwciał, terapia ciepłem. Wyniki badań potwierdzają skuteczność tych metod. Terapię tę polecają mi również osoby, które chorowały na glejaka IV stopnia. Przeszły wszystkie piętra konwencjonalnego (dostępnego) leczenia oraz leczenie immunoterapią w Kolonii i wyrwały się z rąk śmierci! Żyją, czują się dobrze, wychowują dzieci i pracują! Żyją bez nawrotu choroby już ponad 10 lat!

Istnieje więc realna szansa na to, abym i ja mógł być z moją rodziną znacznie dłużej, niż te statystyczne 12 miesięcy. Na drodze do spełnienia mojego marzenia stoją jednak ogromne pieniądze…

Wstępny kosztorys opiewa na 170 tysięcy euro. Już w styczniu mam stawić się w Kolonii, bo wtedy kończę leczenie w Polsce. Tak mało czasu, a do uzbierania tak dużo… Te pieniądze są dla nas nierealne do zdobycia. Odkąd rozpoznano u mnie glejaka, nasze oszczędności stopniały już w znacznym stopniu, Kosztowały konsultacje lekarskie, dojazdy, leki, a przez chorobę musiałem zrezygnować z pracy.  

Zanim zacząłem szukać pomocy, nie byłem świadom, ile dobroci w różnej postaci można otrzymać od innych ludzi. Słowa wsparcia, mnóstwo fachowych porad, życzliwość i zainteresowanie dały mi siłę do walki. Każda z osób, których nigdy bym nie poznał gdyby nie choroba, włożyła we mnie swoją cegiełkę ciepła i nadziei. Za tę pomoc serdecznie wszystkim dziękuję!

Skoro już uwierzyłem, że się uda, to zrobię ostatni krok i uprzejmie poproszę Państwa o pomoc. Pozwólcie uzbierać nam tę zawrotną kwotę... Dajcie mi szansę na życie. Dołóżcie, proszę, swoją cegiełkę do codziennego uśmiechu moich dzieci, do spokoju o przyszłość mojej żony... To jeszcze nie pora na białą flagę, na kapitulację i rezygnację ze szczęścia, jakie daje mi moja kochana rodzina. Proszę, dajcie mi szansę wrócić do zdrowia i wygrać z nowotworem mózgu.

„Nadzieja zawiera w sobie światło mocniejsze od ciemności, jakie panują w naszych sercach”, oby tego światła było jak najwięcej… Z całego serca dziękuję.

Arek Porwoł

 

******

Arek od połowy listopada poddawany jest chemio- i radioterapii w Gliwicach. Leczenie przebiega po myśli lekarzy. Stan Arka jest dobry, nadal dzielnie walczy! W kontrolnych badaniach nie ma cech wznowy nowotworu. Po zakończeniu standardowego leczenia w Polsce lekarze dają zielone światło na rozpoczęcie w styczniu 2020 roku terapii w Kolonii. To na dziś jedyna szansa na pokonanie guza mózgu...